Reklama

    Humaniztkz

    Polski hip-hop jest fenomenem nie tylko socjologicznym, ale i artystycznym. Czy poszedł jednak we właściwym kierunku i dlaczego tak często zamyka się go

    w niebezpiecznych uogólnieniach ? Wstydzić się za polski hip hop, czy wręcz przeciwnie – być z niego dumnym ? Jak wpuścić do niego trochę słońca, i wyrwać go z własnego, brudnego podwórka , na którym się tak zadomowił? Ten wywiad ma za zadanie dać wam pewną receptę, przygotować do kolażu języków, gatunków i myśli, serwowanego przez zasłużone postaci sceny: Muslee, znanego wcześniej jako J Tiger i Dj’a Platoona. Do Humaniztikz.

    Słuchając was odniosłem wrażenie, iż Humaniztkz to bardziej idea, niż klasyczny zespół.

    Muslee: No właśnie taka była idea (śmiech), żeby Humaniztikz był tworem łączącym światek artystyczny, światek ludzi, którzy chcą robić coś innego i zrealizować się muzycznie. Nie tylko tych, którzy totalnie siedzą w hip-hopie, raczej tych, których my zauważamy, z różnych kręgów. Jedni czują bluesa, drudzy piszą poezje. Jeżeli ktoś urodził się we Francji, czy Genewie i umie zarymować po francusku, to czemu nie? Chodzi mi tu o Reda, który świetnie poradził sobie tekstowo. Humaniztikz to nie konkretny artysta, a ludzie spełniający pewne wymagania, których będziemy dobierać, Ci. W muzyce powstała straszna nisza, klimaty w Polsce stały się dołujące. Wyjście z francuskim tekstem i polską produkcją było jedyną drogą, dzięki niej udało się pokazać, że może powstać coś, co da się słuchać, i nie będziemy sobie przy tym otwierać żył, wciąż przypominając sobie, że jest źle, siedzimy pod blokiem i nie ma pracy, policja to jest HWDP itp. Zresztą to powinno być przez „ch” pisane.

    Skąd właściwie u dwóch ludzi kojarzonych z hip-hopowym oldschoolem pomysł pójścia w muzykę nowoczesną?

    Muslee: To było tak, że wszedłem trochę w muzykę klubową z projektem Modfunk, a hip-hop z kolei poszedł w kierunku, który zupełnie mi nie odpowiadał. Zacząłem czuć rzeczy klubowe, ale nigdy nie przestałem korzeni: R’n’b, soul, hip-hopu. Cały czas to we mnie siedzi, a jednocześnie czuję klimat klubowy: tempo 120, 130 uderzeń na minutę. Platoon również wrócił do esencji, zajął się DJ’owaniem, zaczął zbierać nowe płyty.

    Platoon: Chciałem dodać, że my robiąc oldschool, nie nazywaliśmy tego oldschoolem. Wtedy była to pierwsza kapela hip-hopowa, pierwszy klip. Zawsze lubiliśmy robić nowe rzeczy, to nie jest tak, że teraz robimy nowe, a wtedy robiliśmy stare.

    Sami należycie do zajętych, do singla „La disco” udało się wam zaprosić osoby tak zapracowane jak Lady K czy Red?

    Platoon: Umówienie wszystkich, zebranie ich do kupy, nie było łatwe. Jeżeli ideą jest stworzenie czegoś niezależnego i od serca, skoro kocham tą muzykę i trzymam pewien poziom, dlaczego nie pokazać się ze strony niezależnej? Nie robię tego dla komercji, konkretnych mediów, przedsięwzięliśmy wspólny projekt na tej samej zasadzie, na której inni spotykają się na podwórku, i mówią „Chłopaki, idziemy do domu, coś nagramy”. Różnica tkwi w warunkach, mamy studio, jeden z naszych kolegów pracuje w MTV, inny ma sklep z winylami. Trochę inne życie, już nie jesteśmy dziesięciolatkami, zasady jednak się nie zmieniają. Dzwonimy: „Lady K, wpadaj nagrać” i Lady kiedy ma chwilę, wpada. Niestety, ludzie się zmieniają, każdy z nas jest zapracowany, to prawda, ale jednak w duszy coś tam gra.

    Muslee: Trudne, lecz warte poświęcenia. Kiedy udało się już zebrać ekipę do teledysku, poczułem siłę tego, że można wciąż zrobić coś razem dla idei. Skupić się na pracy, skupić grono ludzi dobrych w poszczególnych kwestiach, łącznie z operatorem, człowiekiem z agencji reklamowej, który chce pomóc w napisaniu i realizacji scenariusza. Każdy chce coś osiągnąć, zrealizować się, zrobić to dla siebie, w imię oryginalności, nie pieniędzy, których tak naprawdę nie ma. To nas łączy, i dlatego Humaniztikz jest tak fajne. To nie jest konkretny zespół, który jest, potem zaś znika, gdyż tak naprawdę wszystko mija, po pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej płycie. Tutaj będzie singiel, potem jeszcze jeden, wreszcie płyta, która skupi tych wszystkich artystów normalnie nie mających szansy się spotkać.

    Uderza mnie duża dawka spontaniczności w zapiętym na ostatni guzik, perfekcyjnym projekcie.

    Muslee: Ta spontaniczność cały czas będzie podstawą. Oczywiście fajnie by było, gdyby znalazła się firma, która zechciałaby wejść w jakiś większy patronat. Mógłbym wtedy zapłacić artyście parę groszy za poświęcony przez niego czas.

    Platoon: Pewnych rzeczy bez pieniędzy nie da się przeskoczyć.

    Muslee: Mieliśmy problemy z teledyskiem, wynajęciem oryginalnego pomieszczenia. Chłopcy realizujący teledysk wymyślili sobie, że będzie to PZL Lot, a konkretnie tunel aerodynamiczny. Pomysł był świetny, ale drogi. Pojawiły się schody. Cóż, poczekaliśmy. Znalazła się wreszcie firma odzieżowa, a w niej nasza znajoma, dla której kiedyś coś tam zrobiliśmy, zagraliśmy jakąś imprezę. Pamiętając o tym, i widząc, iż robimy coś fajnego, zadecydowała, że oni w to wejdą i pomogą nam finansowo. Taśma, kamera – to wszystko kosztuje. Wszystko jednak obyło się minimalnym sumptem. Na swój sposób, chciałbym żeby tak było do końca. W Polsce trudno jest zarabiać na płytach, zwłaszcza przy ambitniejszych projektach. Nie twierdzę, że to jest niewiadomo jak ambitny projekt, ale chodzi o to, że coś co jest inne, nie jest masówką. Chciałbym żeby artyści traktowali singiel, czy album jako swoją promocję, a tak naprawdę zarabiali z grania. Najfajniej zarabia się z grania – jest dużo klubów, one powstają, za jakiś czas ludzie będą mieli więcej pieniędzy, by do nich chodzić, zabawić się, posiedzieć przy fajnej muzyce. Na to trzeba liczyć, nie zaś na wypłacane jednorazowo dwieście czy trzysta złotych, za to że ktoś zaśpiewa czy zagra na basie i koniec. Jest strona internetowa, na niej e-mail, i każdy może napisać „zagraj mi tutaj”, „weź teraz udział w moim projekcie”.

    Platoon: Prawdziwy instrumentalista sprawdza się na scenie, nie w studiu nagraniowym, tylko na scenie. Kiedy może improwizować, grać dla ludzi, którzy odbierają go na żywo. Ja uważam się za instrumentalistę i gram na gramofonach.

    Panowie, jak więc to możliwe, że dość długo nie było o was słychać?

    Platoon: Jeżeli chodzi o warszawskie kluby sporadycznie grywałem, ale to nie było na zasadzie „Jestem dj’em i muszę się z tego utrzymać, gram pięć razy w miesiącu”, tylko kiedy miałem ochotę zagrać, umawiałem się ze znajomymi, przychodziłem do klubu, gdzie chętnie mnie przyjmowali mówiąc „macie czwartek, piątek czy sobotę, gracie”. Zapraszałem wtedy kolegów – basistę, perkusistę, wokalistów i robiliśmy imprezę. Zdarzało się to rzeczywiście rzadko, jesteśmy zajęci swoim życiem osobistym. Żona, dzieci, praca (śmiech)

    Muslee: Ok. Był Tiger, był Platoon, Trials X. Często jest tak, że pionierzy dostają po plecach. My dostaliśmy.

    Zapłaciliście tak zwane frycowe?

    Muslee: Tak. Był pierwszy klip, tudzież młodzi mc zaczęli strasznie dużo pisać, strasznie dużo zaczęło się tego pojawiać, przeważnie papki. Zniechęciłem się, byłem pełen obaw, że poszło to w kierunku nie takim, jakbym chciał – nieustannego rozwoju, funkowego charakteru. Popatrzmy choćby na polską muzykę w latach 70 czy 80. Niby fajna melodia, grali rock, grali jazz, a teksty były takie, że żyły można było sobie podciąć. Posłuchaj tej muzyki, nie ma nic ciekawego, nawet do zsamplowania! Chociażby Niemen, wszystko u niego było ciężkie. Ciężkie teksty, nikt z zachodu by tego nie zrozumiał, słuchając ich cały czas jest płacz. Na zachodzie w tych czasach wszystko jest fajne, jest happy, jest funky. Chce się do tego bawić. A Polska... Z Hip-hopem było dokładnie tak samo. Może wpłynęło na to bezrobocie, może ciężkie czasy, ale bez przesady. Wielu z nich jest dobrze ustawionych, a narzekają po co jest policja.

    Jak w takich warunkach i otoczeniu zachowaliście pogodę ducha i tyle optymizmu w waszej muzyce? Czasy rzeczywiście są nienajlepsze, a stan rynku muzycznego, czy ogólnie polskiej gospodarki nie poprawiają humoru....

    Platoon: Nie zwracamy uwagi na tego typu rzeczy, mamy swój świat. Cieszymy się możliwością grania, imprezami, znajomymi, którzy nam pomagają. Życie nie jest długie, nie warto się przejmować.

    Czyli cytując wasz dawny hit, nadal „czujecie się lepiej, gdy jest ładna pogoda” ?

    Muslee: Dokładnie! Wierzymy w to co robimy, jesteśmy tym pochłonięci. Trochę jak dzieci. Nie zwracamy uwagi na czas który minął, czujemy się bardzo młodo.

    Mówiliśmy o pomocnych znajomych, o artystach... Myślę, że najwyższy czas wymienić wszystkich zrzeszonych wokół Humaniztikz.

    Platoon: W pierwszym singlu wzięły udział następujące osoby: Ernest „Red” Ivanda, Lady K, Bartek „Bartozzi” Wojciechowski, Marcin „Nuta” Żurawicz, DJ Platoon, Muslee czyli J Tiger Muslee: I tak wszyscy mówią Tiger. Ale to tendencja zauważalna na zachodzie, wielu jest Dj’ów i producentów przybierających na projekt nowe pseudonimy. Nie ma takiej identyfikacji z tym co było, daje to trochę anonimowości. Poza tym, co powie teraz Tiger dzieciakom słuchającym hip-hopu? Nic... Inaczej z Platoonem Platoon: Robię to, co robiłem zawsze Muslee: Jeszcze jedna rzecz. Humaniztikz ma łączyć ludzi nie to, że inteligentniejszych, ale głodnych życia, świata, chętnych do rozwoju, takie połączenie umysłu z twórczością. Nawiązywać do tego co było kiedyś, kiedyś, kiedyś ,do XVI wieku, idei mecenatu. Miało to być widoczne również pod względem designowym, ale zwyciężyła nowoczesność.

    Będziecie wydani przez wytwórnie Tytusa – jak czujecie się obok takich ludzi jak Noon czy Fisz?

    Platoon: Bardzo szanuje ludzi tworzących nowe rzeczy i wnoszących coś na nasz rynek. Cieszy mnie, że możemy się znaleźć w tym gronie.

    Muslee: Również bardzo się cieszę. Ci ludzie zasługują na więcej niż zwykłą popularność. Nie powinno być tak, że zabiegają by być wydanymi np. w Holandii, wysyłają dema. Zachodnie budżety wydawane są tu na miejscu na papkę, zamiast wyciągnąć coś od nas na świat. Są na szczęście produkcje, które się przebijają. Niestety jak zauważani są tam, to tu mało kto zna ich i ceni.

    Coś na koniec. Na co chcielibyście uczulić czytelników?

    Muslee: Pamiętajcie, że będziecie mogli nas spotkać jako live act’owców. Platoona za gramofonami, mnie za gramofonami, za laptopem z mikserem, gdzie gość z Humaniztikz będzie grał na gitarze bluesowej wstawki a różni mc będą wchodzić za mikrofon. To warto zobaczyć.

    Dziękuje za wywiad

    Rozmawiał: Flintstone (Czyste Słowa)

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4355091
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.